Czasami jak gdy ze znajomymi i widzę siostrę zakonną na ulicy, no to ja raczej prowadzę obojętnie, ale moi znajomi czasami się troszeczkę podśmiewają.
No gdy jest ładna, to pewnie marnuje sobie życie.
Siostry chyba chodzą, to wszyscy się ramuszą.
Czy siostry myślą na ciężej sztwie?
Na pewno, jak każda kobieta, ale no nie mogło mieć dzieci, więc myślę, że chyba im tego brakuje.
Plewią i plotkują.
Uwieranie habitu może zająć się, no myślę, że około do pół godziny trochę tego jest.
Jaki mama do życia siostry jest trudna?
Trudnym momentem, że ci siostry jest codzienne, wczesne wstawanie.
Piękwin, Piękwin idzie albo Batman.
Tego omadzenie się z Albertynek powstało pod koniec XIX wieku jest takim owocem w duchowej przemianie, którą przeżył święty brat Albert, założyciel.
On doświadczył bardzo mocno, w którymś momencie swojego życia, że Pan Bóg kocha go za darmo, za nic.
Pomimo wszystko.
I doświadczenie było tak mocne, że zaowocowało tym, że on później poszedł służyć ludziom obokiem.
I na tym jest oparte powołanie Albertynki.
Na co dzień posługuje Wszystko Dawid Zdomnych Kowie tutaj w Krakowie.
Ja rozmawiam z tymi paniami. Jak potrzeba, wysyłam ich na terapię, alkoholową przede wszystkim.
Pracuję w naszym DPS-ie dla Pani psychicznie chory.
Pracowałam na furcie ubogich.
No i tam właśnie wydawaliśmy posiłki ludziom ubogiem i bezdomnym.
Jestem przy furcie, ale już jestem długo w zagramadzeniu 70 lat.
To ode mnie, nim można tak żądać za dużo.
Ja nie chciałam być siostrem zakonną.
Był taki czas, że jak widziałam siostrę zakonną, to przechodziła na drugą stronę ulicy, żeby się z nią nie spotkać.
No i myślę, że jak każda młoda dziewczyna miałam zupełnie inne plany.
Chciałam założyć rodzinę, byłam zakłowana po uszy i Pan Bóg swoje robi.
Im więcej się z nim kłóciłam i targowałam, że nie chcę tym bardziej czułam w środku gdzieś tam, że jednak to jest moja droga.
Na to składało się wiele etapów, dużo pytań, które zadawałam Pano Bogu.
Tak wewnętrznie czułam, że to jest tu.
Siostrem zakonną chciałam być od zawsze, natomiast bardzo długo dorad stałam do tej decyzji.
Chciałam pomagać biednym, ubogiem, opuszczonym, a nigdy wcześniej nie wiedziałam Albertynek.
Mój zawód, jestem pielęgniarką, jakoś pomógł mi wyborze z gromadzenią.
To powołanie przeszło bardzo nagle i w sercu odczułam taką pewność, taką wielką pewność,
że moje życie powinnam poświęcić Panu Jezusowi z gromadzeniem.
Trudno to powiedzieć i określić słowami, ta pewność jest do dzisiaj.
Dzień dobry!
Dzień dobry!
Dzień dobry!
Nie jest to dla mnie najmniejszym problemem, w cudzysłowiu, wytrzymać w kapricy.
Absolutnie, chociaż tak jak mówię, czasem jest modlitwa jest trudem.
To nie mogę zaprzeczać, bo to nie są jakieś wizji objawienia,
tylko to jest naprawdę trudne.
Nie zawsze czuję się tą obecność Pana Boga tak samo.
I to są najwspanialsze momenty właśnie dla mnie, osobiście najwspanialsze,
najpiękniejsze momenty teraz, kiedy właśnie jestem sam na sam z Panem Jezusem.
I zawsze są zbyt krótkie.
To jest moje życie. To życie wszystko inne poza tym, poza kaplicą.
To jest drugie życie, to jest drugorzebne życie.
A kaplica to jest właśnie ta moja miłość.
To jest mój, mój, umiłowany, tego nie rozumiem, ale wiem, że jest.
I on na mnie odzalewuje, a ja się tu nie słyszę.
Usługa śróst ma wypływać ich modlitwy, ich zjednoczenia z Panem Bogiem.
Jeżeli siostra idzie do ubogich ze swoją miłością,
jest taka przekonana, że może wiele ludziom dać, bo jest taka dobra,
to to się wszystko szybko skończy.
Szybko siostra się wypali, braknie jej sił, braknie jej cierpliwości.
Natomiast jeżeli idzie z tą miłością, którą wcześniej przyjęła,
by jej doświadczyła na modlitwie, to wtedy tej miłości na pewno nie braknie.
Bo to będzie miłość Pana Jezusa, która się przez nią po prostu przelewa.
Czasami niektórzy pytają, skąd się w tym mają siłę, czy nie brakuje się z tą siłę.
I tu jest taka podstawowa odpowiedź.
Nam siły zawsze brakuje, ale ponieważ mamy eukarystię, to mamy codzienne doładowanie.
Eukarystia, przyjęcie Komunii Świętej daje nam siłę do tego,
żeby służyć nawet w sytuacjach, kiedy nam brakuje po ludzku siłę.
A już w zakupie najtrudniejszy moment to właśnie takie zbicie się z rzeczywistością,
z tym, że niestety nie zawsze dam za wszystkim radę,
z taką bezrodnością w niektóre sytuacje.
Dla mnie takim najtrudniejszym przeżyciem było rostanie się z rodziną, z rodzicami, z moimi siostrami.
Miałam taką trudną sytuację, kiedy stałam się ofiarą zwyczajnie ludzkich pomówień.
I wtedy czułam się bardzo źle i było mi bardzo ciężko,
ale to mnie też jakoś zbliżyło do Pana Jezusa i po prostu przetrwałam.
Ale powiem, że był to najtrudniejszy rok w moim życiu w relacjach z siostrami.
To się też stało.
Największe szczęście w życiu zakonnym, chyba moment pierwszy w ślubów.
W momencie, kiedy się składa śluby, rzeczywiście jest to takie bardzo głębokie przeżycie i doznanie.
Tak chwila, w której właśnie mówiłam formuły ślubów i patrzyłam właśnie na fetaber na kulum
i zapewniały mnie tak wielkie szczęście i takie samowita radość, że tak mi szybciej serce biło.
I naprawdę się robiłam to, doczekowałam przekonana całym sercem
i czułam, że z tamtej drugiej strony też jest taka odpowiedź.
Tak, ja żartuję.
Tak wybieram najlepszej klasyfy zierów za moją ścianą z pół siostry.
Nie, same to robimy, same się obcinamy.
Z tą pięć zakonów wymaga bardzo dużo porzucenia i mnie na przykład kosztowało bardzo dużo.
Co ja zawsze lubiłam pomagać drugiemu człowiekowi, pracować z ludźmi typu nosprawnymi, potrzebującymi, to pokryło się z tym, co robię teraz.
Lubiłam bardzo iść na nartach, sobie myślałam.
No ale muszę powiedzieć, że uzrealizowałam życiu zakonnym.
Podbijałam habit i jechałam na tych nartach, tam docierałam do tych ludzi, bo śniegi były nie raz bardzo duże.
Byłam przekonana, że nigdy nie będę chodzić już po górach. I tydzień przed wstąpieniem wchodziliśmy przez zawrad na świnicę, schodziłyśmy przez kasprowy.
Ja pamiętam moje pożegnanie się z górami, okazuje się paradoksalnie, że Pan Bóg tak sprawił, że najwięcej wypadczymku, najwięcej czasu uropowego spędzam właśnie w górach, w tatach.
I to właśnie najbliżej tego miejsca, gdzie się z nimi żegnałam.
Skżę,
A pewnie, że myślałam, że macie żelństwie i miałam dużo chłopców i zawsze się śmiałam, że jak widzę za mąż to drużyna była karska mieniem i nie ma.
A w tym momencie, że miałam dużo chłopców i zawsze się śmiałam, że jak widzę za mąż to drużyna była karska mieniem i nie ma.
A pewno, że myślałam, że macie żelństwie i miałam dużo chłopców i zawsze się śmiałam, że jak widzę za mąż to drużyna była karska mieniem i nie.
To bardziej myślałam w takim macierzyństwie duchowym. Właśnie, żeby być z mamą czy też matką dla innych, komuś pomógł, co doradzić i wcale nie chcę rezygnować z tej cechy, bo to myślę, że żeby siostra była dobrą siostrą, musi być dobrą metką.
Gdybym była policjalistką, bardzo często myślałam o macierzyństwie i teraz także myślę, dlatego że mam to napięcie w sobie i być matką dla tych, którym służy właśnie matką w sensie duchowym.
Nasza praca najczęściej jest bardzo prosta, zwykła praca fizyczna. Siostry po prostu pracują w kuchni, w maglu, w pralni, sprzątają, opiekują się chorymi, są pielęgniarkami.
Tylko do Pana Jezusa wale. Nie gdzie, gdzie indziej, nie szukam żadnych pociech takich na bokach tylko u Pana Jezusa.
Chciałabym wtedy porozmawiać z kimś, kto mi jest w stanie mi jakoś pomóc, czy też doradzić, żeby jakoś sytuację rozwiązać, czy jakoś tak po ludzku się uspokoić.
Nie jest mi smutno, jak mi smutno to idę do Kościółka, do Pana Jezusa.
Są ludzie, które są bardzo ciekawi, pytają czy nie gorące się w latu na przykład, jak idziemy w środku lipca przez Kraków.
To zależności. Najczęściej mam spotykania, ja już mam szczęście z tymi naszymi, ja na nich mówię Jezuskami, a szczególnie Panowie, pod wpływem alkoholu, to różnie reagują, ale zawsze jest spokojnie.
Już wolę się z Panem spotkać niż z Panią, bo z Panem sobie poradzę szybciej. Jak już zaczynam mówić wielkie komplementy, to też tam zwijam się jak najszybciej.
Ja z taka babcią zaczepiłam i sióstrzka się tylko popatrzy, ja mówię, bo tak jest siostra dobrze wygląda, ja mówię, patrz się babciu, patrz.
Mówię, bo te siostry to takie są wynencniane, wiele blady, w chudę, a siostra taki pączek, ja mówię, no nie jest tak źle w zakonie.
Chcesz, ktoś krzyczy pięknie, masz ochotę opowiedzieć, że nie ma problemy, tam z zoolobią, można normalnie tak zareagować, ale może dorośnie kiedyś zrozumie.
Byłam za kochana, chłopak się pogodził, po prostu powiedziałam, bo wiesz, to bardziej, bo widzę się w tej formie, chociaż doceniam Cię i życzę Cię, żeby tak mi napić sobie, ułożysz życie.
Byłam, myślę, że raz tak poważnie byłam, miłości musimy się uczyć i jest to na pewno bardzo ważne doświadczenie dla każdej z nas i bardzo mi to pomaga w życiu zakonem.
W naszym życiu jest najważniejsze to, żebyśmy cały czas szły za powołaniem, za wezwaniem, żeby to się nigdy nie skończyło.
Idziemy do ludzi ubogich, idziemy do zakonu w ogóle, nie dlatego, że nam się habit, podoba, nie dlatego, że chcemy pracować ubogimi, bo z ubogimi można pracować wszędzie i to wspaniale robić.
Włączamy się wspólnotą i zakoną, dlatego że słyszymy wewnętrzny głos Pana Boga, który nas do tego woła.
I mamy takie przekonanie, że woła nas ktoś, kto zna nas dużo lepiej niż my same siebie i dlatego możemy Mu zaufać.
Nawet jeżeli to wyzwanie może wyglądać gdzieś z zewnątrz, z boku, jakoś mało atrakcyjnie, czy niektórzy mogą je oceniać jako marznowanie siebie,
to jeżeli rozpoznajemy, że to jest głos Pana Boga, to te opinie, to oceny nie mają znaczenia.
Pytajcie się, a nie dasz rady, jakaś człowiek się czuje zrezygnowany, no nie wiem, przyjdzie słabość fizyczna, za dużo tego wszystkiego, to mnie przerasta.
Może się pojawiać taka pokusy i takie pokusy były, to jest normalne, ludzkie.
Natomiast przechodzicie w moment takiego niecoś takiego, co dzisiaj tak nagle Cię uświeci, człowieku, co Cię chodź.
Zawsze chciałam być w zakonie i trwać tu, gdzie jestem.
I nawet, jak mi się urodziła drugi raz, to bym tylko do Alberteny przyszła, bo mi się to podoba.
To jest coś, co mnie wypełnia całą i nie ma takiego miejsca, gdzie on żałowała, że nigdy się takie coś nie pojawiło.
Tak po ludzku jest to strata, tak czasem świat nawet mówi, ale nie uważam tego za strata, wręcz przeciwnie, uważam, że dla Chrystusa warto stracić życie.
Absolutnie nie żałuję. Kiedy wstąpiłam do zgromadzeń, napisałam do rodziców list. Na takiej wielkiej kartce napisałam dwa słowa.
Jestem szczęśliwa i gdybym dzisiaj miała to zrobić, to bym zrobiła to samo.
Nie boimy trudów się, bo Maryja z nami jest. Każdą chwilę, każdy dzień, przeżywamy w cieniu jej.
Radość wielką sprawia nam, to co daje nam nasz pan.
Czy jest słońce, czy jest deszcz. Uśmiechamy zawsze się.
