To jest ziemia jest. Ty zobacz. Na pewno nie mi. Ale fajnie. Na oceń. Jaka jest guzełkowata?
Jak szklana. Super.
Jak to się strzyma?
Czemu się tak, że w zeszłym roku jeszcze na jesieni zwróciłam uwagę na takie stare, bytnowe duże domice, które stoją stały pod nieczynnym już kinem w naszym mieście.
Takie duże, gierkowskie, takie w sumie brzydkie, ale było ich kilka i nic z nich nie było posadzane.
Wtedy już było za późno, bo to już była jesień i ja myślałam sobie, że ja na wiosny to obsadzę. Posadzę tam koćmiętkę. Wszędzie bym ją zadziwał, gdybym mogła, bo jest bardzo ładną szliną.
I tak. To było właśnie przy nieczynym kinie. I na wiosna w tym roku pomyślałam sobie, że wrócę do tego tematu i pójdę zobaczyć dokładnie, ile tych domic jest.
W jakim są stanie, ile jest tam ziemi, a ile śmieci, czy są zachwaszczone, czy trzeba jakoś przygotować. Ale okazało się, że tych do nic nie ma.
Że on gdzieś się zniknęła i szkoda mi się, zrobiło.
Dzień dobry, przepraszam, gdzie znajdę te panie z biura na przeciwko?
Dzień dobry, ja będę przeszkadzać, że nagrywam, robi dokumentacje z przygotowania projektu. Rozmawiałam z paniami zielenią miejską i rozmawiałam ostatnio z paniami o tych donicach betonowych.
Ale ja bym chciała tylko dowiedzieć, bo on mówił, że...
Każdy ma swą działaczkę i koleżanki mają zielę i one w tej baterii działają.
Pani pisała to pismo teraz do oprytu?
Do precentra, tak.
Będzie pani miała odpowiedź i pani by chciała upsadzić to w nogi?
Tak, dzisiaj też chciałam, bo ktoś mi powiedział, że ja mogę dostać mandat, jeżeli tak sobie będę sadzić. A nie chciałabym, bo już dużo pieniędzy wdano roślinne.
A pytała się pani pana prezydenta, czy wyrawała w ongodę?
Na co nasadzenie? Tak, on nawet sami zaczęło powyrać, gdzie on by posadził roślinne, ale ciągle mówi, że no gdzieś nie było decyzji, gdzieś i dalał, padła itd.
To nie jest takie proste, to musi być decyzja wydana, jest dota prezydenta.
Ja mam do prezydenta znowu pisać, że ja chcę tam do nic obsadzić.
Pójdziemy do dyrektora mojej.
Dobrze, bo to nie jest takie proste.
Ja też bym chciała, żeby wszyscy gdzieś tak pisadzili.
Jakby moje działanie w przestrzeni miejskiej, ja tu sobie postawię to mucznienie, ręka nie będzie drżała.
Zresztą będzie na mnie to patrzyło, nie?
Albo pani sobie wstawi to inaczej, odwróci.
Panie ręce drżą za strachu przed namią.
No tak było.
Zobacz, żebym już nie macała.
Dobra, jestem artystką i taką sobie wybrałam drogę, że gdzieś działanie w mieście mi bardzo odpowiada w przestrzeni miejskiej.
A z tym baga niektóry panie widzi w tym mieście?
Ale to właśnie o to chodzi, że jak jest coś do zrobienia, to przecież mogę to sprzątać.
Mi się wydaje, że ja się wstrzeliłam w moment, bo ja chciałam zadoptować te stare donice.
Nawet się nie uda, no to przecież ona jakaś stała i tak.
Ale się wstrzeliłam w inny moment, bo jak przyszłam się okazało, że ta firma obsadza to bratkami,
została jedna donica tam właśnie na południ, którą chciałabym dzisiaj obsadzić.
Ale prezydent twierdził, że oni, w sensie urząd miasta, myśli o zakupie właśnie takich donic.
A panie mówi już oni.
Każdy mówi urząd, albo każdy mówi miasto, bo ja już trochę rozmów przeprowadziłam.
Mówię tutaj o ludziach z urzędu właśnie, że każdy mówi miasto albo urząd.
I tak samo mówił pan prezydent, że ale miasto się nie zgodziło.
A z kolei w mieście, gdzie pytam w urzędzie, to wszyscy mówią, że mam iść do pana prezydenta i ono wszystkim decyduje.
I nikt nie chce powiedzieć, ja jestem urząd.
To nie, to że wszystkim decyduje prezydent, nie.
Po prostu ludzie nie uwolnili własnego umesłu.
Nie, to nie jest tak.
Sam prezydent na pewno chce, tylko że jedno osobanie zmieni tego miasta i sposobu myślenia,
bo mi się wydaje, że pani pomysł w nim coś jest, to nie olega wątpliwości.
I choćby to, że on jest jakby tak na wskrość wszystkiemu.
Tylko, żeby ono nie jest w sukces, to wymaga zaangażowania w dużej ilości osób.
No to, żeby udało się w tym projekcie przebudować tą postawę,
to pomijając ten aspekt zieleni i czegoś ładniejszego, to jest jeszcze ważniejszy aspekt,
jak przebudować świadomość ludzkie.
Myślę, że to się nie dzieje tak z dnia na dzień, to właśnie trzeba małymi kroczkami.
Tylko, że ale taki pan przeszłoskonowany tysiąc,
no to by to pewnie poszło się sprawnie.
Ja się sam zastanawiam, jak zmienić przestrzeń publiczną.
No jest taki pomysł, ja nie wiem, jak my zrealizujemy,
no bo jest taki pomysł, nieźcie ogólnie, że tak, powinniśmy wymagać od siebie porządku.
Najpierw, jak mówię o służbach miejskich, tak.
Wymagać od swoich spółek zależnych i jednostek zależnych szkoły i tak dalej,
w porządku, ale wymagać również od mieszkańców.
I teraz jest pytanie, jak przejść do tego wymagania,
bo w jednym przypadku jest to, co pani mówi, że nie trzeba nic wymagać,
bo ludzie zafikują.
Ale pan mówi o bałaganie.
O bałaganie, bo bałagan jest elementem...
A ja myślałam o tym, wie pan, i kiedyś sobie wymyśliłam, tylko...
Bo pani mówiąc o zieleni, mówi, jak zlikwidować bałagam też.
Zajebiste.
Nikt mi tego nie zniszczył.
Teraz się nasłuchałam właśnie w tym jeszcze.
Wydziale promocji pan opowiadało o tym,
jak kradną to wszystkie kwiaty.
Chociaż moje też są ładne.
I to na takim blokowisku nikt mi tylko nie wykopał,
nikt mi tego nie zniszczył.
Tak naprawdę przez cały ten czas wymylało już pół roku.
Znalazłam tam po prostu parapetów i jedną butelka po serce.
Nie to wszystko.
Nie wiem.
Wszystko zrobiłam po tobie.
Wszystko zrobiłam po tobie.
